353 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Tala

Ogrody wyobraźni

Dni krwi i światła gwiazd

Dni krwi i światła gwiazd - Taylor Laini

Co zrobić gdy osoba, którą pokochaliśmy, która jest zarówno częścią naszej przeszłości jak i teraźniejszości, okazała się zdrajcą? Jak poradzić sobie z tym gdy, zdrada uderza prosto w nas? Czym rozbija nie tylko nasze serce, ale także świat, który do tej pory znaliśmy. Gdy pozbawia nas najbliższych nam osób. Właśnie z taką sytuacją próbuje poradzić sobie Karou po tym jak dowiedziała się, że Akiva doprowadził do zguby Brimstone’a i innych chimer bliskich jej sercu. Dni krwi i światła gwiazd to już drugi tom niesamowitej trylogii Córka dymu i kości, która wyszła spod pióra lub klawiatury (odpowiednie skreślić :P) Laini Taylor.

 

Karou wreszcie zna prawdę o swojej przeszłości. Wie kim, a właściwie czym jest i co się z tym wiąże. Jednak sprawy wcale nie ułatwia, że jej serce (tak jak i w poprzednim wcieleniu) należy do Akivy, który stoi po przeciwnej stronie barykady. Czyn jakiego się dopuścił, Karou odbiera jako zdradę, co popycha ją w stronę wojska chimer. Rozżalona dziewczyna oferuje im swoją pomoc w odbudowywaniu oraz ulepszaniu ciał dla wojowników. Tylko czy podjęła słuszną decyzję?

 

Akiva nie zaprzestaje poszukiwań Karou, która jakby zapadła się pod ziemię. Anioła coraz częściej zaczyna nawiedzać myśl, że jego ukochana po raz kolejny zginęła z tym, że teraz już bezpowrotnie. To z jego winy nie ma już przecież Dealera Marzeń…

 

Jak potoczą się ich losy?

 

Z ogromną niecierpliwością czekałam na moment kiedy ukaże się kontynuacja powieści, która urzekła mnie swoim klimatem już od pierwszych stron. Jednak jak to często u mnie bywa, gdy powieść Dni krwi i światła gwiazd pojawiła się już na półce, to jeszcze sporo czasu upłynęło nim się w końcu za nią zabrałam. Przez cały czas miałam obawy, czy treść sprosta moim oczekiwaniom, skoro na „polu” okładki poległa na całej linii. Chociaż w sumie ta druga sprawa to raczej przewinienie wydawnictwa. Zupełnie nie rozumiem jak można było tak zeszpecić okładkę. Przecież to na nią najpierw patrzy potencjalny kupiec. To okładka zachęca go do przeczytania tego co zostało zawarte blurbie i zajrzenia jaka treść się pod nią kryje. Natomiast od „tego” co nosi miano obwoluty Dni krwi i światła gwiazd, ja osobiście wolałabym trzymać się z daleka. Nawet jeżeli wydawnictwo nie chciało oryginalnej okładki to można było wymagać od grafika czegoś znacznie lepszego.

 

Wracając jednak do tematu. Czy książka spełniła moje wymagania? I tak,… i nie. Fakt, fabuła wciąga od samego początku, a autorka w równie doskonały sposób ponownie oddaje mrok i tajemniczość tworzonej przez siebie historii. Wszystko to jest niczym całun owijający naszą wyobraźnię. Trzymający w szachu, aż do ostatniego zdania. Jednak mimo tego, czegoś mi brakowało. Czego? Przede wszystkim żywszej akcji. Fakt, były momenty kiedy tempo znacznie przyspieszało, ale tak samo szybko wracało do poprzedniego stanu rzeczy.

 

Po drugie, Laini Taylor w dużej mierze skupiła się przede wszystkim na dokładnym zobrazowaniu całego świata chimer i aniołów, a także otoczenia w jakim dana postać się znajdowała w każdej sytuacji. Fakt, jest tego naprawdę sporo, tak samo jak rozważań, lekko pachnących filozofią, na temat życia oraz zdrady. Całe szczęście, że wszystko zostało napisane dość prostym, ale równocześnie plastycznym językiem, bo inaczej nie dałabym rady dotrwać do końca.

 

Podsumowując. Krąży stwierdzenie, że dla autorów trylogii, środkowy tom to taka „zapchaj dziura” pomiędzy wprowadzeniem części pierwszej i finałem w księdze zwieńczającej. Wydaje mi się, że w przypadku Dni krwi i światła gwiazd, ta teza ma naprawdę spore odbicie. Dlatego nie mam zamiaru pisać tutaj, czy zachęcam czy też nie, bo przecież osoby, które znają pierwszy tom  i tak sięgną po jego kontynuację. A osoby, które jeszcze jej nie znają – odsyłam do recenzji Córki dymu i kości. Niech sami podejmą decyzję.

Źródło materiału: http://ogrodpelenksiazek.blogspot.com/2013/09/dni-krwi-i-swiata-gwiazd-laini-taylor.html