353 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Tala

Ogrody wyobraźni

Ludzka głupota nie zna granic…?

Morderstwo wron - Anne Bishop

Zaufanie to dość krucha i ulotna „rzecz”. Naprawdę bardzo szybko można je stracić, chociaż zyskanie go wcale nie było łatwe. Oczywiście można starać się, aby je odzyskać, jednak wtedy należy nastawić się na jeszcze cięższą „pracę” niż przy początkowym zyskiwaniu go.

 

Meg Corbyn nie musi się tym już martwić. Zyskała pełne zaufanie terra indigena żyjących na Dziedzińcu w Leakside. Ba! Należałoby powiedzieć więcej, stała się praktycznie nieodłączną ich częścią, a każdy rodzaj tych niebezpiecznych stworzeń, czuł nieprzemożoną potrzebę chronienia swojej cassandra sangui. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach, w których Meg mogła stracić życie.

 

Mieszkańcy Dziedzińca obchodzą się z nią jak najdelikatniej z powodu nadwrażliwość jej skory, bowiem nawet najmniejsza ranka, z jakiej pojawi się krew, wywołuje niechciane wizje. Kobieta stara się walczyć z przemożoną chęcią cięcia i do tej pory jakoś udawało się jej utrzymać to pragnienie w ryzach. Jednak ostatnio stało się ono dużo silniejsze, a nawet wręcz nie do wytrzymania. Może mieć to związek z tym, że zaczęło być głośno o nietypowych atakach agresji wśród ludzi, a skierowanych przeciwko Innym należącym do Wroniej Straży. Nie wróży to niczym dobrym, a już na pewno nie dla ludzi, którzy dla terra indigena stanowią tylko zwierzynę. Jaki związek jest pomiędzy tymi wydarzeniami, a kompleksami, w których przetrzymuje się wieszczki krwi? W którym kierunku rozwinie się konflikt pomiędzy Innymi, a społeczeństwem?

 

Morderstwo wron to już drugi tom serii Inni, która wyszła spod palcy niesamowitej, amerykańskiej pisaki – Anne Bishop. Autorki mającej ogromne rzesze fanów na całym świecie… ja oczywiście również się do nich zaliczam…, którzy z nie małą niecierpliwością wyczekują każdej kolejnej historii, jakimi ta utalentowana kobieta chce ich raczyć. Trzeba przyznać, że wraz z każdą kolejną powieścią Bishop niezmiennie udowadnia, że nie brak jej ani pomysłów, ani talentu pisarskiego, aby wszystko to zebrać w jedną, wciągającą i spójną całość.

 

Od samego początku zostajemy wciągnięci w sam środek wydarzeń. Pisarka nawet na chwilę nie daje nam odsapnąć, sukcesywnie podnosi napięcie wraz z każdym kolejnym problemem, z jakim muszą zmierzyć się bohaterowie. Trzeba przyznać, że niektóre z zaproponowanych rozwiązań naprawdę zaskakują. Szczególnie, iż pierwsze wrażenie kieruje naszą wyobraźnię w zupełnie inne rejony. Doskonale widać to na przykładzie „związku” Meg i Simona Wilczej Straży. To, co autorka wyprawia ze swoimi fanami za sprawą tego wątku, ma tylko jedno określenie… literacki sadyzm. Naprawdę nastawiałam się na dużo szybszy rozwój sytuacji, a tu taki psikus. Bishop maksymalnie przeciąga te wydarzenia, ale wcale nie sprawia to, że temat uczucia rodzącego pomiędzy tą dwójką, staje się nudny. Jest wręcz przeciwnie, wszystko staje się coraz ciekawsze, a komiczne sytuacje, jakie z tego chwilami wynikają – bawią do łez.

 

Naprawdę jeszcze wiele ochów i achów mogłabym Wam na wypisywać o tej powieści, ale mogłoby to wyjść ciut nie składnie. Ciężko jest mi to ubrać w odpowiednie słowa, które oddałyby, chociaż w części, to jak bardzo uwielbiam zarówno tę historię jak i samą autorkę (mam nadzieję, że stworzy jeszcze wiele tak wspaniałych powieści :P). Chociaż w sumie, tak jak teraz o tym myślę, to jest jedna rzecz, jaką mogę zarzucić Morderstwu wron… jest zdecydowanie za krótka, sama nie wiem, kiedy dotarłam do ostatniej strony, no i trochę przyjdzie mi poczekać na jej kontynuację.

 

Fanów autorki raczej nie muszę przekonywać, bo z pewnością po nią sięgną. Jednak osobom, które nadal się wahają, bądź jeszcze nie rozważali tej decyzji… gorąco polecam zarówno tę serię jak i pozostałe powieści autorki. Naprawdę warto!

Źródło materiału: http://ogrodpelenksiazek.blogspot.com/2014/07/morderstwo-wron-anne-bishop.html