353 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Tala

Ogrody wyobraźni

Przeszłość nie musi warunkować przyszłości…

Morze spokoju - Katja Millay

Nastya dla innych jest buntowniczką. Świadczyć może o tym jej wyzywający styl ubierania się oraz fakt, że … dziewczyna nie mówi. Nie dlatego, iż nie potrafi, ale dlatego, że tego nie chce. Jednak to tylko maskarada na rzecz innych ludzi. Nie chce, aby ktokolwiek się do niej zbliżał, czy też o nią troszczył. Woli trzymać ich na dystans nawet, jeżeli są członkami rodziny. Bądźmy szczerzy, kto przy zdrowych zmysłach chciałby kolegować się z taką dziewczyną. Jednak to tylko maskarada na użytek innych. Właśnie pod takimi pozorami kryje się osoba niemogąca od dwóch lat poradzić sobie z tym, co jej się przytrafiło. Co spowodowało nie tylko uszczerbek na ciele, ale i zabiło w niej wszelką chęć do walki i pogodę ducha. Jej kamuflaż ma za zadanie trzymać ludzi z daleka. Wszystko działa doskonale, ale tylko do czasu…

 

Po przeprowadzce do innego miasta naturalną koleją rzeczy jest również zmiana szkoły. To właśnie tam poznaje intrygującego chłopaka – Josha. Jest on takim samym odludkiem jak ona. Wszystko z powodu historii jego rodziny…

 

Nastya zaczyna odczuwać coraz większą pokusę poznania tego chłopaka. Pragnie poznać praktycznie każdy aspekt jego życia i chociaż początkowo Josh nie bardzo ma na to ochotę, to z czasem zaczyna sobie uświadamiać, że lubi obecność tej milczącej dziewczyny.

 

Czy ich relacje ulegną zmianie, kiedy oboje odkryją, iż przyjaźń zaczyna przeradzać się w coś więcej? Jak zareaguje Josh, kiedy odkryje sekret Nastyi?

 

Powieść zyskała nie mały rozgłos wśród polskich czytelników na długo przed swoją premierą. Z której strony by się nie otworzyło, jakiego bloga by się nie czytało. Opinia była jednogłośna…książka jest niesamowita. Zresztą, co tu dużo pisać, nawet teraz, po upływie dość długiego czasu od premiery, egzemplarze tej powieści są wprost rozchwytywane i chyba najbardziej poszukiwane.

 

Zacznijmy jednak od początku. Katja Millay ukończyła New York University’s Tisch School of Art, na kierunku produkcja filmowa oraz telewizyjna. Przez pewien czas pracowała w swoim zawodzie, jako producent telewizyjny oraz nauczycielka pisania scenariuszy. Morze spokoju jest jej debiutem pisarskim, który od razu przyniósł jej kilka prestiżowych nagród i niemały światowy rozgłos.

 

Przyznam, że z początku nie rozumiałam fenomenu tej powieści, a biorąc się za jej lekturę miałam lekkie opory i złe przeczucia, iż tego typu historia niestety nie przypadnie mi do gustu. Jakże, więc sromotną klęskę poniósł mój pesymizm w momencie, kiedy przeczytałam pierwsze zdanie, potem akapit… stronę… rozdział. Po prostu przepadłam! Można powiedzieć, że była to miłość od pierwszego zaczytania. Przyznam się zazwyczaj, kiedy przeczytam daną powieść, od razu po jej odłożeniu staram się zanotować wszystkie spostrzeżenia i uwagi, jakie nasuwały mi się w trakcie lektury (często zdarza mi się to robić również po przeczytaniu niewielkiego fragmentu książki). Jednak w przypadku opowieści stworzonej przez Katję Millay takie coś zupełnie nie miało prawa bytu. To naprawdę nieprawdopodobne, co zrobiła ze mną ta książka. Mam zupełny mętlik w głowie, a moje emocje, nawet teraz, gdy upłynęło tyle czasu od chwili, kiedy zapoznałam się z ostatnimi słowami Morza spokoju, są jak najbardziej żywe i równie mocne. Dlatego wybaczcie jeżeli powstanie lekko chaotyczna opinia :P.

 

Fabuła to istny majstersztyk! Wszystko jest doskonale rozplanowane i uporządkowane. Autorka naprawdę przyłożyła się do jej tworzenia. Co do akcji… to, jeżeli ktoś liczy na przysłowiową „jazdę bez trzymanki” z jej powodu może srogo się przeliczyć. Wszystko płynie swoim własnym torem i szybkością tempa odpowiednią do poszczególnych sytuacji. Wszystko to, w połączeniu z niezwykle lekkim, prostym i jakże plastycznym językiem, jakim posługuje się Millay, tworzy naprawdę niesamowity klimat. Od książki po prostu nie sposób się oderwać nawet na chwilę.

 

Morze spokoju to powieść jak najbardziej godna polecenia. Tym, którzy już się z nią zapoznali: wiedzą, o co mi chodzi. Ci, którzy nie mieli jeszcze takiej okazji: niech jak najszybciej nadrabiają zaległości. Naprawdę warto!