353 Obserwatorzy
5 Obserwuję
Tala

Ogrody wyobraźni

Na drugą stronę

Na drugą stronę - Anna Kendall

Fantastyka to gatunek, który kocham całym sercem, ale o tym już nie raz Wam wspominałam i pewnie jeszcze nie raz to zrobię. Po co o tym wspominam? Abyście zrozumieli, z jakiego powodu sięgam po tego typu książki bez głębszego zastanowienia. Dlaczego w ich przypadku wystarcza mi po prostu sam blurb, no i może jeszcze klimatyczna okładka, aby porwać je z półki? Zacznę może jednak od samego początku…

 

Roger Kilbourne jest już prawie mężczyzną, jednak, co mu po tym skoro ciągle żyje w strachu przed swoim wujem – Hartahem. No i do tego… jego dar…, o którym nikt nie może się dowiedzieć, ponieważ mógłby wtedy zostać oskarżony o czary, a co za tym idzie… powieszony bądź spalony na stosie. Chłopak potrafi, bowiem przechodzić do krainy umarłych i rozmawiać z jej mieszkańcami (choć to ostatnie nie należy do najłatwiejszych). Przed długi czas jego wuj, z premedytacją wykorzystywał ten fakt, aby zarabiać na różnych wiejskich jarmarkach. Jednak ciągle było mu mało. Niestety plan szybkiego wzbogacenia się przyniósł mu tylko śmierć, a Rogerowi natomiast namiastkę upragnionej wolności. Nie na długo… Chłopak trafił, bowiem na dwór królewski Reginokracji, w którym toczy się cichy spór o władzę pomiędzy matką i córką.

 

Początkowo pełni rolę męskiej praczki na zielonym dworze królowej Caroline. Wydaje mu się, że gorzej już raczej nie będzie… a jednak. Niby dostaje awans na błazna samej królowej, jednak dodatkowe obowiązki, jakie się z tym wiążą wcale nie należą do przyjemnych. Tym bardziej, że królowa (sama oskarżana o bycie czarownicą) doskonale zdaje sobie sprawę, iż Roger potrafi odwiedzać krainę umarłych. Co z tego wszystkiego wyniknie?

 

Anna Kednall to tak naprawdę pseudonim amerykańskiej pisarki, irlandzkiego pochodzenia – Nancy Kress. Kobieta ma na swoim koncie wiele prestiżowych nagród między innymi Nebulę i Hugo. Jej powieści, chociaż zaliczane do gatunków fantasy oraz science fiction, cechuje wyjątkowy realizmy, a tematy, jakie w nich porusza często dotyczą dalekiej przyszłości, rozwoju inżynierii genetycznej oraz sztucznej inteligencji. Być może właśnie, dlatego ich główną grupą odbiorczą stali się dorośli czytelnicy. Jednak w przypadku Na drugą stronę, sprawy mają się wręcz odwrotnie. Książka rozpoczyna, bowiem serię noszącą tytuł Kroniki Duszorośli, która skierowana jest do młodego grona miłośników słowa pisanego.

 

Jak już pisałam na samym początku, po książki fantastyczne sięgam tylko znając blurb i okładkę. Jednak w przypadku Na drugą stronę ten pierwszy aspekt nie do końca mnie do siebie przekonał. Powiem więcej, sugeruje raczej banalną historyjkę przepełnioną do granic możliwości romansami, flirtami, dworskim życiem, intrygami i politycznymi sporami. Raczej nie wiele ma to wspólnego z fantastyką. Co więc sprawiło, że dałam szansę tej powieści? Na pewno intrygująca okładka, a także pewne zdanie… Dokładnie takie:


„Kraina umarłych to niebezpieczne miejsce… Podobnie jak świat żywych…”.


Mi to w zupełności wystarczyło, aby natychmiast zapałać chęcią zapoznania się z historią, w której umarli mogą odgrywać znaczną rolę. Niestety, okazało się później, że jest to chybione spostrzeżenie. Prawdę mówiąc, jakoś nie przypadła mi do gustu koncepcja krainy umarłych w wykonaniu Anny Kendall. Liczyłam na coś dużo bardziej intrygującego, energicznego (nawet, gdy mowa o umarlakach) i… mrocznego. Tymczasem przychodzi nam czytać o spokojnej krainie, w której umarli zajmują się… nic nie robieniem. Nawet krótki epizod, jaki autorka postanowiła nam zaserwować, który miał na celu „ożywienie” akcji w tym miejscu, niczego nie zmienił.

 

Kolejną rzeczą, która mnie rozczarowała był sam protagonista. Nie dość, że jego postać była „płaska” i nijaka, to jeszcze tak mocno grał mi na nerwach, iż z miłą chęcią bym go rozszarpała. Co prawda daleko mu do mojego anty ulubieńca od Andrew Fukudy, ale muszę przyznać, mocno go ściga. Pomijając jednak ta małą dygresję. Do tej pory nie bardzo wiem, czy rzeczywiście był on aż tak głupi, czy tylko takiego udawał, aby wyciągnąć dla siebie jak najwięcej korzyści. Ja rozumiem, że to biedny chłopak wychowany bardziej na niewolnika niż wolnego człowieka, w wiejskiej i do tego dysfunkcyjnej rodzinie, a i średniowieczne czasy, w jakich przyszło mu żyć, niczego nie ułatwiały, no, ale ludzie! Po co udawać głupszego niż się jest w rzeczywistości? Żeby tylko wyciągnąć z każdej sytuacji jak najwięcej dla siebie? Ja rozumiem, że można się tymi wszystkim dobrami wręcz zachłysnąć, ale zazwyczaj każdy ma swój limit. Dla mnie takie zachowania, jakie przedstawiał protagonista ocierają się wręcz o wyrachowanie i przebiegłość. Jednak to, co najbardziej razi, to fakt, że cały czas mowa w o osobie czternastoletniego chłopca.

 

Jeżeli chodzi o fabułę, to z początku miałam wrażenie, że składa się na nią zbiór niepowiązanych ze sobą zbyt mocno, sytuacji, w jakie pakował się zazwyczaj Roger. Innymi słowy mówiąc, ani niczego nie wyjaśniały, ani nie wnosiły zupełnie nic do całej historii. Tak przynajmniej wyglądało to na pierwszy rzut oka. Dopiero ostatnie wydarzenia uświadamiają jak wszystko jest ze sobą połączone. Samo zakończenie utwierdza również w przekonaniu, że po kolejny tom jak najbardziej trzeba sięgnąć. Tempo akcji jest raczej spokojne, żeby nie powiedzieć nawet… lekko monotonne. Mimo to, od książki ciężko jest się oderwać.

 

Na drugą stronę może i nie okazało się tym, czego oczekiwałam, ale i tak miło spędziłam przy niej czas. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalej losy Rogera i jego znajomych. Co do polecania i odradzania, to nie mam zamiaru robić ani jednego, ani drugiego. Sami zdecydujcie, czy macie ochotę dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi.

Źródło materiału: http://ogrodpelenksiazek.blogspot.com/2014/09/na-druga-strone-anna-kendall.html